Ruda:
Pierwszy raz od początku wakacji leje. I nie chce przestać.
Siedzimy sobie wszyscy u Maćka. Mary już sobie poszła. Niedawno
Maja też. Dołączył do nas dzisiaj Kubuś.
Wyżarliśmy już Maćkowi
połowę kuchni. Poszły jakieś ciastka, cała toblerone. Agata
smażyła też naleśniki, które ja, Maja i Zosia bojkotowałyśmy,
bo Agata ochrzaniała wszystkich wchodzących do kuchni.
W sumie to spotkaliśmy
się projektować czołg i coś tam już wymyśliliśmy. Mamy pomysł.
Mamy miejsce. Trzeba znaleźć części, a nie wiemy jakich kół
użyć. Sushi próbuje wymyślić jakiś mega profesjonalny projekt.
Właśnie zauważyłam
zastępczy telefon Ali. Dziesięć lat wstecz, ale lepsze to niż
nic. No bo jak się utopiło komórkę w cieczy nieniutonowskiej…
Zosia:
Próbujemy wyprowadzić Maćka z równowagi wprowadzając chaos do
jego nieskazitelnego pokoju . Julek po raz dziesiąty przesuwa mapę,
żeby krzywo wisiała. Niestety Maciek zauważa WSZYSTKO.
Ruda: O i
jeszcze próba wprowadzenia Maćka w panikę. Kiedy wyszedł
odprowadzić Mary na przystanek wszyscy się schowaliśmy… Agata
wygrała. Nas (mnie, Zosię i Kubusia) znalazł szybko w jakimś
schowku, bo akurat chciał schować tam buty… No cóż…
Zosia: Maciek
nawet się nie przejął tym że zgubiło mu się 10 osób. Spokojnie
szukał nas po całym domu ani trochę się nawet nie denerwując.
Ala: Mnie
najbardziej podobało się smażenie naleśników. Maciek zezwolił
tylko 4 osobom na pobyt w kuchni, poza tym wciąż wbiegał do nas w
(prawie) panice, próbując powstrzymać nieuchronną klęskę.
O, Maciek powiedział
KURCZĘ!
Agata smażyła, a ja,
Karol i Sushi podżeraliśmy skrawki naleśników z sosem
czekoladowym (polecam). Julek stał w rogu i przeszkadzał. Potem się
obżarłam i leżałam na ziemi a oni gadali coś o pokojówkach.
Agata: Robiłam
jedzenie. Zupełnie jak ostatnio. Widać zostanie mi przyszyta łatka
naszej nadwornej kucharki. Naleśniki z czekoladą… zasadniczo
czekolada z naleśnikami ;). Reszta mi nieprzyzwoicie przeszkadzała.
Umowa była taka: oni mi dadzą spokój, ja im dam zepsute naleśniki.
Efekt: gdy nie patrzyłam oni je rozrywali, by zwiększyć ilość
zepsutych (tych do zjedzenia przez nich).
Kuba: Dziś
rano dotarłem z Mery pod Pasaż (z takiego zadupia jakim są Krzyki)
dwie godziny przed zbiórką. Postanowiliśmy zrobić komuś wjazd na
chatę. Ale komu? Zosi!
Zastaliśmy Zosię w
samej pidżamie. Była bardzo zaspana. Okazało się, że wstała 5
minut wcześniej. Weszliśmy do jej mieszkania i poznałem
Karmeliusza i jego kolegę Tofiklesa. Wbrew pozorom nie byli to dwaj
greccy filozofowie, a rude, grube koty. Spędziliśmy godzinę
wspominając naszą epicką wycieczkę do Londynu. Później
poszliśmy na naszą zbiórkę budować nasz zajebisty czołg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz