wtorek, 3 lipca 2012

U Maćka


Ruda: Pierwszy raz od początku wakacji leje. I nie chce przestać. Siedzimy sobie wszyscy u Maćka. Mary już sobie poszła. Niedawno Maja też. Dołączył do nas dzisiaj Kubuś.
Wyżarliśmy już Maćkowi połowę kuchni. Poszły jakieś ciastka, cała toblerone. Agata smażyła też naleśniki, które ja, Maja i Zosia bojkotowałyśmy, bo Agata ochrzaniała wszystkich wchodzących do kuchni.
W sumie to spotkaliśmy się projektować czołg i coś tam już wymyśliliśmy. Mamy pomysł. Mamy miejsce. Trzeba znaleźć części, a nie wiemy jakich kół użyć. Sushi próbuje wymyślić jakiś mega profesjonalny projekt.
Właśnie zauważyłam zastępczy telefon Ali. Dziesięć lat wstecz, ale lepsze to niż nic. No bo jak się utopiło komórkę w cieczy nieniutonowskiej…

Zosia: Próbujemy wyprowadzić Maćka z równowagi wprowadzając chaos do jego nieskazitelnego pokoju . Julek po raz dziesiąty przesuwa mapę, żeby krzywo wisiała. Niestety Maciek zauważa WSZYSTKO.

Ruda: O i jeszcze próba wprowadzenia Maćka w panikę. Kiedy wyszedł odprowadzić Mary na przystanek wszyscy się schowaliśmy… Agata wygrała. Nas (mnie, Zosię i Kubusia) znalazł szybko w jakimś schowku, bo akurat chciał schować tam buty… No cóż…

Zosia: Maciek nawet się nie przejął tym że zgubiło mu się 10 osób. Spokojnie szukał nas po całym domu ani trochę się nawet nie denerwując.

Ala: Mnie najbardziej podobało się smażenie naleśników. Maciek zezwolił tylko 4 osobom na pobyt w kuchni, poza tym wciąż wbiegał do nas w (prawie) panice, próbując powstrzymać nieuchronną klęskę.
O, Maciek powiedział KURCZĘ!
Agata smażyła, a ja, Karol i Sushi podżeraliśmy skrawki naleśników z sosem czekoladowym (polecam). Julek stał w rogu i przeszkadzał. Potem się obżarłam i leżałam na ziemi a oni gadali coś o pokojówkach.

Agata: Robiłam jedzenie. Zupełnie jak ostatnio. Widać zostanie mi przyszyta łatka naszej nadwornej kucharki. Naleśniki z czekoladą… zasadniczo czekolada z naleśnikami ;). Reszta mi nieprzyzwoicie przeszkadzała. Umowa była taka: oni mi dadzą spokój, ja im dam zepsute naleśniki. Efekt: gdy nie patrzyłam oni je rozrywali, by zwiększyć ilość zepsutych (tych do zjedzenia przez nich).

Kuba: Dziś rano dotarłem z Mery pod Pasaż (z takiego zadupia jakim są Krzyki) dwie godziny przed zbiórką. Postanowiliśmy zrobić komuś wjazd na chatę. Ale komu? Zosi!
Zastaliśmy Zosię w samej pidżamie. Była bardzo zaspana. Okazało się, że wstała 5 minut wcześniej. Weszliśmy do jej mieszkania i poznałem Karmeliusza i jego kolegę Tofiklesa. Wbrew pozorom nie byli to dwaj greccy filozofowie, a rude, grube koty. Spędziliśmy godzinę wspominając naszą epicką wycieczkę do Londynu. Później poszliśmy na naszą zbiórkę budować nasz zajebisty czołg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz